Pogoda
Swiat Pogody .pl
Kurs Walut NBP
Waluta Kurs
Dolar amerykański 3.6408 PLN
Dolar kanadyjski 2.8889 PLN
Euro 4.2747 PLN
Frank szwajcarski 3.7641 PLN

Wolność i prawda  (cz. 2.)

Ziemska działalność Jezusa Chrystusa zmierzała właściwie do tego, by uświadomić nam niezwykle ważną rzeczywistość – że zostaliśmy stworzeni do wolności dzeci Bożych.

Oczywiście – nikogo nie można miłować poprzez przymus. Pan Bóg stworzył człowieka do tego stopnia wolnym, że może on nawet odrzucić samego Pana Boga. Wolność jest więc cechą, która nasz Stwórca wszczepił w człowieka od chwili jego urodzenia. Nieszanowanie wolności, a zwłaszcza przekonań i sumienia – jest więc występowaniem przeciwko samemu Panu Bogu. Można te katechizmowe prawdy stresie jednym zdaniem – że duch wolności jest wszczepiony w naszą naturę, ponieważ Bóg Wszechmogący stworzył nas na Swój obraz, na Swoje podobieństwo.

Tu jednak zwróćmy uwagę, że w powszechnym użyciu są trzy definicje wolności. To co powyżej powiedziane to definicja teologiczno-filozoficzna. Ona po prostu stwierdza fakty – cokolwiek byśmy nie rzekli, człowiek może wybierać pomiędzy bardzo różnymi wariantami własnego postępowania, zwłaszcza w aspektach moralnych – on sam o tym decyduje i rozstrzyga. Tym też się różni od zwierząt, których postępowanie zamyka się jedynie w kręgu biologicznych instynktów.

Ale w przestrzeni społecznej są jeszcze dwie inne definicje wolności, a mianowicie deficja demoniczna i definicja moralna. Definicja demoniczna to stwierdzenie, że wolność to odrzucenie Bożych zakazów, to swoboda czynienia zła. Róbta co tylko chceta… Nazwa pochodzi od sceny kuszenia w ogrodzie Eden, gdy na tą definicję podsuwaną im podstępnie przez szatana, dali się nabrać prarodzice rodzaju ludzkiego. Zaś definicja moralna mówi, że wolność to swoboda odrzucenia zła, mimo presji, mimo że inni tak czynią – czynią źle. O tej definicji mówił często św. Jan Paweł II gdy przypominał, że wolność jest nam nie tylko dana, ale i zadana — jako zadanie do wykonania, jako „trud wielkości”.

Mamy więc trzy definicje, które mówią, że wolność: po prostu jest kondycją naszego bytu – definicja pierwsza; że wolność to swoboda czynienia zła – róbta co chceta – definicja druga; i że wolność to właśnie możliwość odrzucenia zła i wybrania dobra mimo mody na zło, presji i nacisków, mimo trudów jakich to wymaga – definicja trzecia.

Wolność i szczęście człowieka

Oczywiście, te wszystkie rozważania byłyby talami sobie teoretycznymi mądrościami, gdyby nie jeden „mały” problem. Wolność człowieka wiąże się w sposób nierozerwalnym z odczuwaniem przez niego wewnętrznego szczęścia. Wiąże się w sposób nierozerwalny z godnością człowieka, wiąże się w sposób nierozerwalny z pojęciem prawdy.

Poncjusz Piłat w czasie procesu Jezusa Chrystusa, zadał – chyba raczej retoryczne w swoim mniemaniu – pytanie: co to jest prawda? Usłyszał, że Pan Jezus właśnie na to przyszedł na świat, aby dać świadectwo Prawdzie. Rzeczywiście – słowem i przykładem nasz Bóg i Król bardzo jasno wykreślił granicę pomiędzy złem i dobrem. Nadto podał ludzkości niezawodne lekarstwo na słabości naszej natury i Odkupił nas z win. A chwalebnym Zmartwychwstaniem potwierdził prawdziwość Swojej nauki, że jest Synem Boga i Bogiem – oraz prawdę o naszym przyszłym życiu, które nas czeka. Coż On mógł uczynić dla nas więcej?

Tu zauważmy, że każdy światopogląd jest po prostu zespołem poglądów na świat i człowieka. I poprzez porównanie z rzeczywistością możemy – i tak po prostu najczęściej robimy, nawet nieświadomie – możemy określić jego wartość. I gdyby tak na to popatrzeć, to nic nie tłumaczy lepiej natury człowieka i historii niż Wiara katolicka. Bo czym jest człowiek, jakiego znamy od kilku tysięcy lat? Dziwną istotą, miotającą się między złem i dobrem, o niesamowitych możliwościach twórczych, której to istocie jednak zło przychodzi łatwo, a dobro wymaga trudu.

I co – niezmiernie ważne – tylko żyjąc prawdą człowiek czuje się szczęśliwym – i tak samo tylko czyniąc dobro, choć to dlań czasami tak skomplikowane. Co więcej – na naturę człowieka nie mają wpływu żadne zmiany stosunków własności czy inne lewackie brednie. Dodajmy, że sam rozum podpowiada, że cały niesłychanie skomplikowany, precyzyjny i piękny świat — nie powstał z przypadkowych zderzeń atomów – a po tym życiu jest następne, tym razem na wieczność. I tylko na tej ziemi przechodzimy poprzez próbę ziemskiego życia, po stronie jakich wartości opowiemy się jako istoty wolne. Co właśnie rozstrzygnie o tym naszym przyszłym życiu — w wiecznej męce albo w wiecznym szczęściu.

Godność człowieka

Wszelako pozostawmy tu rozważania o logice i doskonałej zgodności z rzeczywistością światopoglądu chrześcijańskiego. Spójrzmy przez chwilę na prawdy naszego życia wewnętrznego. Można postępować źle – ale nie można być z tym szczęśliwym. „Kac moralny” to jak najbardziej rzeczywista rzeczywistość dla czyniących zło. Bóg jest prawdą i On Jest szczęściem człowieka. Człowiek nie ucieknie przed własną godnością, nie ucieknie przed własnym sumieniem, nie ucieknie przed prawdami o własnym życiu wewnętrznym. Zachowanie godności człowieka, to życie zgodne z sumieniem. Od wieków trwa nieustanna walka z prawdą – a już szczególnie z tymi prawdami o życiu wewnętrznym człowieka. Aby pozostać człowiekiem wolnym, trzeba żyć w prawdzie. Pozostać sobą, żyć w prawdzie – to jakieś minimum, aby nie zamazać w sobie obrazu dziecka Bożego – to właśnie żyć bez zakłamania. Powiedzmy sobie jasno – Bóg jest prawdą – i także w tym naszym przyszłym życiu, w tę przestrzeń Bożą nie wejdzie nic, co jest kłamstwem. Życie w prawdzie to dawanie śwaidectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią. czy nauczanie, gdy jest ona słabo znana lub nie znana. Żądając prawdy od innych – sami musimy żyć prawdą.

Praktyczne „przełożenia” z naszej istorii

Na wstępie zauważmy, że życie zgodne z sumieniem otwiera na bliźnich. Bowiem nakazem sumienia jest miłość Boga i bliźniego. A otwierając na bliźnich – prawda otwiera także na zbiorowe działanie. Żyć w prawdzie, żyć zgodnie z sumieniem… – to otwierać się na bliźnich, jednoczyć się i zespalać. Życie w złu zawsze powoduje osamotnienie, izolację, atomizację społeczną. To jest w sumie takie proste.

I teraz – zapytajmy się, gdzie jest ta prawda w naszym polonijnym życiu?

Może mamy prawdę o Polakach, o naszej historii — w podręcznikach historii drukowanych nawet u nas w Chicago na potrzeby naszych sobotnich szkół języka polskiego?

Niestety nie. Nie ma nic o linii rozwojowej naszej kultury, naszej myśli. Nie ma nic o XII wieku, o XIII – gdy Polacy doszli do wniosku, że wzorce życia społecznego i państwowego pochodzące z Europy zachodniej czy wschodniej są nic nie warte – i w XIV wieku odbudowali państwo w oparciu o własne, stworzone przez samych siebie, doktryny monarchii narodowej i państwa prawa. Bredzi się o Konstytucji 3-maja jako o pierwszej polskiej konstytucji – podczas gdy pierwsza polska Konstytucja zwała się „Neminem capiti vabimus…” („Nikogo nie pozbawimy głowy bez rozprawy sądowej z prawem do obrony i ważnego wyroku sądowego…”) i pochodziła z roku 1374, wydana została w Koszycach przez Króla Polski i Węgier Ludwika pod presją potężnego stronnictwa „panów krakowskich” (rycerzy z Małopolski) i była tryumfem zupełnie oryginalnej myśli państwowej i prawnej, oryginalnie polskiej. (Ta Konstytucja m.in.zagwarantowała tron Polski dla św. Jadwigi Królowej.) Druga polska Konstytucja „Nihil novi” pochodziła z roku 1570 i była mniej udana – natomisat ta rzekomo pierwsza, czyli z dnia 3 maja 1791 roku była anty chrześcijańska i sama w sobie była wielkim politycznym błędem – owocem pruskiej prowokacji do sprowokowania wojny Polski z Rosją, pilotowanym przez zdebilałych masonów w Polsce.

Obowiązuje niestety u nas w Chicago narracja historyczna ustalona przez zaborców w okresie zaborów i w okresie komunistycznym. Naród głupków, który nawet jak odniósł wielkie zwycięstwo militarne, to nie potrfaił wykorzystać go politycznie – taka ocena Bitwy pod Grunwaldem nadal jest nauczana. No i anarchia, liberum veto, itd., itp. A jakie skutki to daje? Nasza młodzież nie tylko nic z unikalności naszych dziejów nie rozumie – ale i nic na ten temat po prostu nie wie! Opowiadałem koledze wnuka o Akcji „N” w czasach II wojny światowej – rozwalił gębę ze zdumienia i poszedł sprawdzać te fakty – i był jeszcze bardziej zdumiony! Przypomnijmy – Akcja N to była akcja dywersji propagandowej wśród Niemców prowadzona przez AK w latach 1941-44, w której przy pomocy polskich kolejarzy z wagonów pocztowych jeżdżących po całej III rzeszy Polacy: symulowali istnienie w Niemczech licznych organizacji podziemnych (rozsyłali ich gazetki i ulotki), w tym wojskowych; dalej – podrobili koperty, druki i stemple nawet partii NSDAP, a co dopiero dowództwa niemieckiej armii rezerwowej; oczywiście – z rodzajem złośliwej pomysłowości rozsyłali rozmaite instrukcje do jednostek szkolących rezerwistów czy do wojsk frontowych, powoi;/wal i do służby wojskowej np. inżynierów czy robotników ze stoczni budujących okręty podwodne do jednostek alpejskich w Austrii, wzywali niemieckich urzędników do odległych zakątków Niemiec na rozmaite narady i konferencje, których nie było, nakazywali w zakładach zbrojeniowych dzień wolny od pracy, rozsyłali fałszywe instrukcje do niemieckich urzędów, itd., itp… Gestapo do wyśledzenia nie istniejących organizacji zatrudniło 100 tysięcy ludzi (tym samym cała armia frontowa nie pojechała na front) i do końca wojny nie skapowało się, kto im to robi. Tak to było wszystko po mistrzowsku zrobione – z doskonałą znajmością m.in. żargonów języka niemieckiego, i doskonałością podrabiania dosłownie wszystkiego. Największa akcja dywersji propagandowej i administracyjnej w historii rodzaju ludzkiego, niesłychanie skuteczna.

Dodajmy, że ten młody człowiek to był pasjonat historii i maturzysta jednej ze szkół polonijnych. I jeżeli o takich wydarzeniach on nic nie wiedział — to co mu mówić było państwie polskim przed Chrztem św., o metalurgii i Świętosławie Tłumnej, o unikalności polskiej szkoły myśli politycznej z XIV wieku, czy o tryumfach polskiego prawa i teologii na Soborze w Konstancji z początku XV wieku. Co mu było mówić o unikalności polskich dokonań wojskowych w XVII wieku czy o geostrategicznym znaczeniu kampanii wrześniowej w 1939 roku, która nie była lokalną wojną bez znaczenia, tylko właśnie nieodwracalnie wpłynęła na przebieg WWII w sposób niekorzystny dla Niemiec. Co mu było mówić o unikalności polskiego prawa jako realizacji zasad Ewangelii przeniesionych w życie społeczne? Czy o prawdziwych przyczynach katastrofy w XVIII wieku – jakimi było odejście od chrześcijaństwa i zastąpienie go masoństwem magnackich elit? Czy co było pytać o wiedzę o angielskich czy pruskich prowokacjach do powstań narodowych w XIX wieku czy o celach i metodach antypolskiej polityki żydowskiej w wieku XX-tym?

Ale podsumujmy to jednym zdaniem, a raczej pytaniem: dlaczego w polonijnych podręcznikach historii w naszych polonijnych szkołach nadal utrzymuje się nauczanie o naszej historii wg wzorców ustalonych przez zaborców i komunę?

Inne pytania o prawdę

Można ich zadać odnośnie naszego życia polonijnego bardzo dużo. Choćby o antypolską działalność władz KPA. Niech zadam jedno najprostsze pytanie: dlaczgo nie wydrukowano po angielsku choćby broszurki kontrującej ohydne i absurdalne kłamstwa Grossa o Jedwabnem?

Czy inne jego chore kłamstwa?

Kto storpedował budowę pomnika Chrystusa Króla w Tarnowie? Kto był wykonawcą kampanii oszczerstw przeciwko inicjatorowi budowy tegoż pomnika? Kto jak papuga powtarzał te brednie i kłamstwa?

A jak nasz polonijny biskup – czy przecież biskup sufragan Polak, A. Wypych – kościoła św. Wojciecha bronił? Jakoś nie słyszałem – może ktoś słyszał?

Jakich polonijnych kościołów likwidacje nakażą nam wkrótce?

Znowu powiedzmy sobie tak po prostu prawdę. Kościół, budynki parafialne, ziemia na której te budynki stoją plus parafialne cmentarze – to były w Chicago zbiorowe własności parafian. Słowem kościół św. Wojciecha uprzednio należał po prostu do parafian tej parafii. Tak jak i każdy inny. Do niedawna. Zmiana nastąpiła dopiero w wieku XXI, gdy Episkopat USA uchwalił, że w związku z koniecznością płacenia odszkodowań za księży pedofilów wszystkie tutuły własności ulegają przeniesieniu na diecezje i archidiecezje. Na ich władze – a konkretnie na hierarchów. Oczywistym podtekstem takiej decyzji była planowana sprzedaż i likwidacja majątku kościelnego.

Oczywiście – nie było żadnej konieczności płacenia takich odszkodowań – żadne szkoły, zakłady wychowawcze ani kluby sportowe nie uznają w USA odpowiedzialności zbiorowej. Jak był jakiś trener czy nauczyciel pedofil – to niech sam za siebie płaci. A jak ktoś go osłaniał i umożliwiał kontynuowanie niecnych czynów, to niech płaci jako współwinny. Tylko kościół katolicki uznał swoją odpowiedzialność zbiorową za księży pedofilów, co zresztą natychmiast wpłynęło na zwiększenie ilości roszczeń i bezczelność sum żądanych odszkodowań. (Oczywiście, były i przypadki prawdziwe, celował w tym zakon Jezuitów, ale to były naprawdę rzadkości.)

Niestety – nikt z wiernych świeckich nie pojął wówczas, że właśnie przeprowadza się podstępną operację pozbawienia katolików świeckich ich praw do własności kościelnej. Ufundowanej, wybudowanej i utrzymywanej przez nich – świeckich – i przez nikogo więcej.

Oczywiście, rządząca w naszej archidecezji masoneria, czyli sataniści (mówmy może w końcu otwartym tekstem prawdę, dobrze?) na likwidacji parafii św. Wojciecha nie poprzestanie. Nie ulega wątpliwości, że „bolą” ich (a raczej ich pana lucyfera) i inne zbudowane przez Polaków kościoły. Zapewne najbardziej św. Michała Archanioła, Matki Bożej Królowej Aniołów, św. Jana Kantego, św. Stanisława Kostki, Trójcy Przenajświętszej, etc… Myślę, zresztą, ze żaden nie jest bezpieczny, żadna z naszych parafii.

I co w takiej sytuacji robić?

To jest bardzo proste. Bezwględny bojkot wszelkich składek na rzecz archidiecezji – to rzecz najbardziej podstawowa i pierwsza. Bojkot uchylimy dopiero jak nam kościół św. Wojciecha z powrotem zwrócą. Narobił messu nasz kardynał – to niech to teraz naprawi. W budynku poświęconym Bogu, pomazanym Świętymi olejami, ma być służba Bogu, a nie akademia muzyczna i symbole masońskie – które zapewne zaraz się tam pojawią.

Dalej – powinniśmy w każdej parafii powołać komitet, który zajmie się przygotowaniem wniosku o zwrócenie tutułów własności naszych kościołów, gruntów i budynków parafialnych z powrotem parafianom świeckim. Najpierw grzecznie wystąpimy na piśmie. Może oddadzą dobrowolnie. Potem zaś — o ile nie będą grzeczni ■■ będziemy się procesować z tytułu podstępnego zawłaszczenia stosunku własności. Jeśli okażemy hart ducha i wytrwałość — bez większego trudu wygramy. Takie przeniesienie tytułów własności jak dokonane w całym USA – jest bowiem po prostu nielegalne. Także dlatego, że poprzednich właścicieli nikt o zdanie w jakikolwiek sposób nie pytał. A co może byliście pytani? Chyba tylko tak, jak parafianie św. Wojciecha – poprzez fakt dokonany!

Oczywiście, można mówić, gdy ktoś nam pluje w twarz, że ciepły deszcz pada. Można sobie wymyślać ideologie dorbione do lenistwa i nieróbstwa – jak choćby o posłuszeństwie duchownym. To posłuszeństwo dotyczy przykazań Bożych i kościelnych – a nie przyzwolenia na bycie okradanym, głoszenie herezji czy akty zdrady Pana Jezusa czynem i bezbożnymi naukami – czyli na akty apostazji.

Oczywiście tak można – i jak najbardziej można mówić o tym ciepłym deszczu, gdy plują nam w twarz. A jak tak będziemy mówić, to bardzo szybko naplują jeszcze więcej.

Można tak mówić i nic nie robić – ale nie można być z tym szczęśliwym. Człowiek nie ucieknie przed własną godnością Bożego dziecka, ani przed własnym sumieniem, ani przed Bogiem i Królem Jezusem, który jest Prawdą i który będzie nas sądził. Także z tego, co żeśmy zrobili, gdy profanowano Jego Domy, w których mieszkał, aby być razem z nami.

Tadeusz Zalewski.