Pogoda
Swiat Pogody .pl
Kurs Walut NBP
Waluta Kurs
Dolar amerykański 3.7248 PLN
Dolar kanadyjski 2.7648 PLN
Euro 4.1803 PLN
Frank szwajcarski 3.8381 PLN

Publikacje

Rozmowa z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem Komisji Łączności z Polakami za Granicą

 

– Czy wygrana Andrzeja Dudy to już przełom polityczny, czy będzie nim dopiero wygrana PiS w wyborach parlamentarnych?

 

Jest to przełom polityczny, bo wygraliśmy wybory po raz pierwszy od 7 lat. I spodziewamy się, że jesienne wybory parlamentarne też wygramy, bo nastąpił przełom psychologiczny w społeczeństwie. Dziś coraz częściej obciachem jest popieranie PO, a  popieranie PiS aktem patriotycznym. Szczególnie dla ludzi młodych. Propaganda i czarny piar ze strony liberalnych mediów i polityków PO nie są tak skuteczne, jak kiedyś. Ludzie się uodpornili, bo zaczęli myśleć samodzielnie, dostrzegać kłamstwa Platformy Obywatelskiej. Tak, nasze rządy będą przełomem, bo mamy wiele do zrobienia dla Polaków.

  Czytaj dalej

Paweł Zyzak

    Zarząd krajowy Boy Scouts of America, czyli amerykańskich skautów, zniósł obowiązujący od dekad zakaz mianowania na funkcje dowódcze dorosłych, którzy przyznają się do orientacji homoseksualnej. Decyzja ma naturalnie związek z orzeczeniem Sądu Najwyższego w kwestii małżeństw homoseksualnych. Stanowi istną rewolucję, w organizacji bardzo konserwatywnej. Około 70% lokalnych grup skautingowych sponsorują kościoły protestanckie oraz Kościół katolicki.
Wprawdzie mowa jest o rewolucji, ale to, co się dzieje z amerykańskimi skautami, wygląda na dawno już zamierzoną polityczną ewolucję. Już przed dwoma zaledwie laty młodzi „geje”, czyli zdeklarowani homoseksualiści, zostali dopuszczeni do skautingu. „Polityczną” ewolucję kreują oczywiście politycy, polityczne naciski, a nawet polityczne zastraszanie. Wspomnianą decyzję zarządu, która zapadła w Teksasie, w dużym stopniu spowodowały naciski organizacji LGTB, od lat grożących Boy Scouts of America pozwami, za rzekomą dyskryminację.
Współautorem „rewolucji” jest prezes ruchu skautingowego, czyli… Robert Gates, w administracjach George’a Busha i Baracka Obamy, Sekretarz Obrony.
„Zbyt długo kwestia ta dzieliła nas i rozpraszała. – mówi o problemie akceptacji dla „gejów” – Nastała obecnie chwila, aby zjednoczyć się wokół naszej wspólnej wiary w wyjątkową moc skautingu, jako siły działającej na rzecz dobra wspólnoty i życia naszych młodych członków”.
Z pewnością, kwestie tożsamości płciowej zaprzątają głowy „naszych młodych członków”… Sądzę, że bardziej zaprzątają głowę Gatesa, aniżeli 6-cio i 10-latków. Gates był i jest orędownikiem „zmiany” i dopiął swego. Oczywiście w myśl filozofii, która jest odwróceniem konserwatywnego porządku świata, czyli świata widzianego przez pryzmat wartości oraz na tychże wartościach budowanego.
„Musimy akceptować świat, takim, jakim jest, a nie jakim chcielibyśmy, by był [sic!]. – mówi natomiast Gates –  Nie można, jeśli idzie o  członkostwo w naszym ruchu, bronić obowiązujących standardów”.
Bardzo łatwo domyślić się, co będzie dalej. Uchwalono kompromis, który konserwuje stan konfliktu. Konflikt musi z czasem doprowadzić do sforsowania kolejnego „ewolucyjnego” etapu. W myśl bowiem porozumienia z Teksasu, lokalne jednostki skautingowe zachowały możność odrzucania kandydatur „gejów” na stanowiska dowódcze, jeśli naruszy to „wierzenia religijne panujące w oddziale”. Władze krajowe Boy Scouts of America zadeklarowały, iż uszanują każdą taką decyzję. Rodzice będą więc mogli wybrać dla swych dzieci taką jednostkę, którą odzwierciedla ich poglądy.
Skąd moja pewność, że porozumienie z Teksasu nie utrzyma się długo w mocy? Środowiska LGTB i ich ”front groups” odwołują się do sprawdzonej już metody zastraszania. Miast stworzyć własny „tęczowy” ruch skautingowy, preferują zmiany drogą odgórnej kolonizacji. Za chwilę przejdziemy do przykładu. Tymczasem, prezes Human Rights Campaign, Chad Griffin oświadczył:
„[…] Zgoda na to, by dorośli geje, lesbijki i biseksualiści pracowali i zgłaszali się na wolontariuszy, jest wielkim krokiem, by usunąć[czarną]plamę z tak ważnej organizacji [sic!]. […] Ale zapis o wyłączeniu oddziałów sponsorowanych przez organizacje religijne uderza i pomniejsza historyczną naturę dzisiejszej decyzji”…
Bardziej przyjazna armia
Skauci przechodzą zatem proces, jakiemu lewicowa administracja Baracka Obamy poddała wcześniej amerykańską armię. W 2011 r. Obama zniósł wprowadzoną za Clintona politykę „Don’t Ask, Don’t Tell”. „Kompromis” Clintona polegał na legitymizacji możności zaciągania się homoseksualistów do wojska, ale pod warunkiem, że nie będą się oni ze swą „orientacją seksualną” afiszować. Nie będzie zatem w armii ani dyskryminacji, ani żadnej agitacji i afirmacji.
Nowy, „ewolucyjny” krok Obamy zezwala na tworzenie całych oddziałów o otwarcie zdefiniowanej „orientacji”. Wojsko, które z natury rzeczy zaleca wstrzemięźliwość seksualną, by m. in. utrzymywać żołnierzy w ładzie psychicznym, chronić ich przed plagą chorób wenerycznych i wirusa HIV, stało się kolejnym polem debaty o „seksualności”. Obama, który nie otarł się nawet o mundur wojskowy, uczynił po prostu polityczny gest dla ledwo zauważalnej w wojsku „mniejszości”, ale poza nim wpływowej. Liczbę homoseksualistów w szeregach armii, same środowiska LGTB szacują na ok. 2%. Jako, że nie ma miarodajnych pomiarów, jest to i tak zapewne szacunek zawyżony.
Na złość danym procentowym, administracja Obamy wymusza na Pentagonie politykę afirmacyjną w dowództwie amerykańskiej armii. Czyli nie tylko wśród szeregowych tworzy się podziały, na heteroseksualistów i „gejów”. Osłabia się morale samego dowództwa. Kompetencje i predyspozycje ustępują ideologizacji, podług której rezerwuje się w sztabach wojsk określoną liczbę stanowisk czarnoskórym, „gejom”, kobietom, itd. – wedle politycznego parytetu.
Jeśli idzie o mężczyzn, ponad 70% amerykańskich żołnierzy stanowią biali, kiedy czarnoskórzy wojacy to zaledwie ok. 15%. Może zatem wkrótce dojść do sytuacji, że armią konserwatywnych Teksańczyków – najczęściej zaciągających się armii – dowodziło będzie międzyrasowe i międzyseksualne zgrupowanie aktywistów, urzędników i dyskutantów. W imię rzecz jasna XXI-wiecznego postępu, ustawowo znoszącego teorie wojskowe Cezara i Clausewitza. Ustawowo można znieść nawet wojnę, ale tu nie chodzi o wojnę, ale o dominację, prawda?
Zniewieścienie
Problem zniewieścienia mężczyzn to rzecz wymagająca osobnych rozważań. Bez wątpienia zniewieścienie jest prędzej kwestią wychowania, a nie hormonów czy genów. Godząc się na pewną generalizację, można rzec, że masowe ostatnimi laty zniewieścienie mężczyzn jest pokłosiem rozbitych rodzin. Rozbitych nie w wyniku jakiejś następnej wojny światowej i masowego zaciągu mężczyzn na front, ale masowego zdziecinnienia i sobiepaństwa dorosłych ludzi, w epoce „wielkiej konsumpcji”. Abstrahujemy od wyjątków, tj. sieroctwa czy ostrej patologii. Po II wojnie światowej, kiedy brakło ojca, w jego miejsce wchodzili dziadowie, rodzeństwo i wujowie, obecnie „samotna matka” chowa „samotne dziecko”.
Przyroda nie zna próżni, więc lukę po ojcu wypełniają kobiety. Kobiety stają się bardziej męskie i marzą o mężczyznach, którzy będą: „ciepli, wrażliwi, romantyczni, umiejący słuchać, czuli, opiekuńczy”. Słowem bardziej kobiecy, bo wspomniane cechy, to cechy, które ja przynajmniej, chciałbym widzieć w kobiecie. Wedle ortodoksyjnego modelu – mężczyzna powinien być: racjonalny, myślący abstrakcyjnie i dalekosiężnie, dominujący, rywalizujący, chłodny, waleczny, gotów do walki i przemocy. Tłumacząc to na język ludzki: przychodzi ten „zimny” zwierz do domu z polowania, gdzie zastaje czułą i opiekuńczą kobietę, która budzi w nim tę „lepszą stronę”, czyli właśnie cechy „kobiece”, obecne przecież w każdym człowieku. Przyroda w równowadze. „Ciepło domowe” nie może istnieć bez poczucia bezpieczeństwa, o które dba mężczyzna.
Homoseksualizm wyrasta, szczególnie obficie, na podłoży zniewieścienia. Wychowywanie dziecka, szczególnie chłopca, przez jednego tylko rodzica – przez matkę – niesie ze sobą ryzyko, przez brak prawidłowej interakcji z ojcem, niedoboru męskiego pierwiastka. Więź ojca i syna, kształtuje w dziecku męskie emocje, ruchy, zachowania, wartości, zainteresowania, poglądy, itd. Środowiska takie, jak skauci, wojsko czy nawet konspiracyjna grupa niepodległościowa, potrafią ów brak ojcowskiego pierwiastka zrównoważyć. Idąc dalej.
Sensacyjne orzeczenie Sądu Najwyższego, jak pisaliśmy, roznieciło dyskusję o legalizacji poligamii, jak również, np. rozważania nad problematyką pedofilii. Już dwa lata temu – a więc w epoce Baracka Obamy – Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne otworzyło naukowe drzwi do uznania pedofilii za „orientację seksualną”… Jeśli zniewieścienie stanowi żyzny grunt dla homoseksualizmu, to homoseksualizm stanowi żyzny grunt dla pedofilii. Wielu naukowców, badających związki między homoseksualizmem i pedofilią, wskazuje nie tylko na to, że oba zjawiska występują w parze nader często, ale tworzą razem prawdziwą „mieszankę wybuchową”.
Statystyk, opartych na badaniach, jest na tym polu bardzo wiele. Według popularnej publikacji Behavior Patterns of Child Molesters, aż 86% pedofilów, wykorzystujących seksualnie chłopców, deklaruje się jako homoseksualiści. Z kolei według nowszych badań, obszernej pracy sporządzonej na potrzeby episkopatu USA, tzw. John Jay Report, obejmującego lata 1952-2002, aż 80,9 proc. ofiar molestowania dzieci przez duchownych, zarówno księży, jak i diakonów, było płci męskiej. Wskazuje to na to, że sprawcy przejawili zachowania homoseksualne.
Ale bądźmy spokojni. Środowiska, które forsują w USA określone zmiany w ruchu skautingowym i wojsku, lubują się w nagłaśnianiu „problemu pedofilii” w Kościele katolickim. Kościół akurat bardzo skuteczni radzi sobie z tym problemem, który postrzega jako skrajne wynaturzenie i grzech. Jeśli idzie o przestępstwa seksualne przeciwko dzieciom w USA, na mniej więcej 3000 sprawców przypada tylko 1 duchowny, czyli 0,034%. W Niemczech zaś na 2000 tylko 1 przypadek molestowania dotyczy duchownego. Bardziej obawiałbym się o skautów…
Korzenie „czarnej plamy”
Zgodnie z logiką Gatesa i Griffina, czasy w których żył założyciel ruchu skautingowego Robert Baden-Powell, to były dzikie, „homofoniczne” czasy, skażone czymś na miarę niewolnictwa i zamykania Indian w rezerwatach. „Homofob” Baden-Powell rozmnożył potem swoją idę na cały świat, m. in. kładąc fundament pod polskie harcerstwo, ale odbierając „gejom” godność i prawo do samostanowienia. Dla nas ludzi jako tako znających historię wydaje się to wszystko komiczne, ale wielu współczesnych ludzi gotowa jest wiązać postęp „cywilizacyjny” z postępem w zaciemnianiu obrazu męskości i kobiecości.
Gates, były gospodarz Pentagonu, nie bardzo pojął paradoksalnie, czemu służy wojsko i czemu służy wojskowa dyscyplina. Może jednak dobrze się stało, że Obama podziękował mu w 2011 r., bo czego dobrego można się spodziewać po autorze słów: „Musimy akceptować świat, takim, jakim jest, a nie jakim chcielibyśmy, by był”, w epoce Państwa Islamskiego i wojny na Ukrainie.
W swym ostatnim liście do skautów, Robert Baden-Powell pisał tak:
„Wierzę, że Bóg umieścił nas w tym radosnym świecie, byśmy byli szczęścili i cieszyli się naszym życiem. Szczęście nie płynie z bogactwa, ani nawet ze wspaniałej kariery, ani z dogadzania samemu sobie. Krokiem w kierunku szczęścia jest praca nad własnym zdrowiem i siłą, gdy jesteś chłopcem, byś stał się użyteczny i radował się z życia, kiedy będziesz już mężczyzną”.
Mężczyzna to według Badena-Powella człowiek cnotliwy, męski oraz fizycznie zdolny do obrony swoich najbliższych i przyjaciół. Środowiska polityczne, które wokół problemu homoseksualizmu próbują budować jakąś „kulturę”, „kontrkulturę” czy „ruch społeczny”, upolityczniają instytucje społeczne, które z natury służą celom uniwersalnym. Stąd apolityczność wojska i policji. Większość z nas – niezależnie od tego, czego w życiu doświadczyliśmy – zgodzi się, że mężczyzna powinien być mężczyzną, i jedynie prawdziwy mężczyzna może być wzorcowym żołnierzem, ojcem czy nauczycielem-wychowawcą. Skauci wychowują dzieci i młodzież, a wojsko wychowuje mężczyzn. Jeśli do instytucji tych wprowadza się odgórnie ideologię i politykę, bijące w funkcję mężczyzny w społeczeństwie, wkrótce to owe instytucję stracą właściwą dlań funkcję społeczną.
Bo kogo ma wychowywać dowódca, który nie może powiedzieć o podwładnym, że: „rusza się, jak panienka” albo „użala się nad sobą, jak maminsynek”? Od użalania się nad dziećmi i facetami są ich matki i żony. Niedługo Kościół katolicki i niektóre kościoły chrześcijańskie pozostaną na Zachodzie ostatnią twierdzą „staroświeckiego” modelu rodziny, modelu mężczyzny i kobiety, modelu ojca i matki. Oczywiście dopóty, dopóki Biblia, jako podręcznik patriarchalizmu i „homofobii” nie zostanie uznana przez Sąd Najwyższy USA za niekonstytucyjną. Czytaj dalej

Paweł Zyzak

  Sensacyjne wyniki sondaży, w których Ruch Pawła Kukiza uzyskuje ponad 20%, zdają się paraliżować moce poznawcze obserwatorów. Dominują dwa nurty rozważań. Jedni dywagują nad tym, czy można zaufać sondażom, inni czy można zaufać Kukizowi.

    Sporym zainteresowaniem cieszą się teksy opisujące zaplecze polityczne Kukiza. Erozji zdaje się podlegać pogląd, iż trzonem Ruchu Kukiza jest Ruch Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Aktualnie przywołuje się nazwiska nieco bardziej doświadczonych działaczy, od samorządowców i urzędników wrocławskich spółek komunalnych, po potentatów rolniczych i biznesowych, od byłych działaczy „Samoobrony”, po założycieli partii KORWiN.
    Obecność tym podobnych ludzi w otoczeniu Kukiza nie dziwi. Oto rodzi się nowa siła polityczna, nie można przespać chwili. Można się w promieniach Ruchu Kukiza ogrzać. Urzędnikami – którzy stracili protektorów z PO, PSL, SLD czy nawet PiS – zwyczajnie steruje instynkt przetrwania. Nadreprezentacja byłych działaczy PO zdaje się być oczywista. Zresztą sam Kukiz sympatyzował kiedyś z tą formacją, a obecnie stara się pozyskać jej elektorat.
Kukiz nęci nie tylko perspektywą miejsc na listach. Jednomandatowe okręgi wyborcze – sztandarowy punkt programu jego środowiska – są atrakcją samą w sobie. Szczególnie dla takich właśnie „przedsiębiorczych” wizjonerów i społeczników, zarówno z milionami na koncie, jak i kredytami do spłacenia. Siły są nierówne. W razie pojedynku wyborczego, młodzi aktywiści z ruchu JOW, kroczący za Kukizem od dnia „pierwszego”, mogą skończyć z nagrodą pocieszenia, pamiątką uczestniczenia we współczesnym Jarocinie.
Nawet jeśli dziennikarze wsłuchują się w głos młodych współpracowników Kukiza, wolą analizować intencje i wypowiedzi Kukiza. Nie przeceniają znaczenia głównych haseł i postulatów ruchu. Z gracją je omijają, przenosząc ciężar dywagacji choćby na kwestię, czy Kukiz wyprowadzi religię ze szkół i zniesie finansowanie Kościoła. Jednym z owych powodów buntu, przypomnijmy, wciąż raczej są partie polityczne, zamknięte i karnie podporządkowane centrali oraz brak możliwości, ze strony obywateli, oddziaływania na posłów i rozliczania ich z obietnic wyborczych.
Problem bez wątpienia istnieje, choć mało którego opiniodawcę obchodzi. Konsekwencje braku mechanizmu służącego weryfikacji jakości pracy posła, są dwojakie. Owszem, jest i spolegliwość polityka względem kierownictwa partii i wiodącej linii programowej, aczkolwiek spolegliwość jest cechą zakotwiczona w osobowości, a nie wyuczoną. Spolegliwość nie odbiera posłom możliwości forsowania spraw regionalnych i krajowych, na szczeblu partyjnym, parlamentarnym i rządowym. Spolegliwość można poza tym tłumaczyć koniecznością wyzyskania maksymalnej skuteczności w głosowaniach.
Ta druga konsekwencja braku kontroli społecznej nad politykami jest poważniejsza. Spolegliwość nie gwarantuje politykom uzyskanie mandatu. Aby zminimalizować niewiadomą, lokalni politycy bronią wszelkimi sposobami swojej pozycji w partii. Jednym z nich jest manipulowanie dopływem nowych członków, w efekcie równa się zamknięciu formacji. Złożenie szefowi partyjnej komórki, grubej deklaracji członkowskiej, bardzo szczegółowej, jeśli idzie o życie prywatne, zawodowe i majątek, nie daje rękojmi powodzenia. Szczerość nie przekłada się na wynik. Miejscowi liderzy partyjni nie prowadzą naboru wśród ludzi, których rozpiera aktywizm społeczny. Werbują „żołnierzy”.
Jak taki polityk, pochłonięty walką o utrzymanie „miejsca”, a nie dobro „miejscowości”, może mieć jeszcze czas słuchanie obywateli oraz pochylanie się nad ich bolączkami. Partia zamknięta, za sprawą selekcji negatywnej, koroduje. W takich warunkach powstaje cała lista następstw negatywnych, że posłużymy się znanymi nam przykładami: bierność aktywu w czasie kampanii prezydenckiej; wchodzenie w „lokalne” układy; niechęć do walki o „całą pulę”; niechęć do walki w ogóle; „krótkie ławki”; oderwanie semantyczne – język nomenklatury w miejsce języka potrzeb „szarego” obywatela; wreszcie próby wasalizacji, uzależniania i likwidacji organizacji o charakterze pozarządowym.
Warto dodać pewne zjawisko, nazwijmy je „efektem lustra”, polegające na parodii relacji polityk – obywatel. Spotkania posłów z wyborcami są rzadkie, albo żadne. Zresztą częstsze ich zwoływanie traci sens, bowiem przybywają nań ludzie związani ze środowiskiem partii. Dochodzi do kameralnego spotkania sympatyków partii z „panem, który pracuje w Warszawie” i ociera się o „wielką politykę”. Dominują tematy z „wielkiej polityki”. Spotkanie kończy się brawami. Polityk kończy je w poczuciu, że spełnił swoją misję –zaspokoił ciekawość ludzi… uczestnicy też są usatysfakcjonowani. Mogli zadać politykowi pytanie, usłyszeć odpowiedź oraz pośrednio „otrzeć się”  o „wielką politykę”.

Dziennikarze też wolą problemy z „wielkiej polityki”. Nie trzeba się ruszać ze stolicy. Niewiele więc wiadomo, co się w partiach dzieje. Nie wiadomo np. co dzieje się w PO, chociaż ponoć partia „rozpada się”, „pęka” i „tonie”. Może tak jakiś zbadany, a nie tylko zasłyszany konkret? Chcieliby inaczej potraktować Ruch Kukiza, ale też się nie udaje. Mentorsko za to studzą wnioski na temat zaplecza Kukiza.
Jeden z takich dziennikarzy „prawicowych” napisał, że dla niego „jedno jest jasne: jeżeli założymy, że w wyłaniającej się dziś konfiguracji koalicja PiS z Kukizem wydaje się najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem, partia Kaczyńskiego musi z pewnością dokładnie sprawdzić swojego ewentualnego sojusznika”…
Chwileczkę. Z tego co się orientuję, Ruch Kukiza jest batem na bolączki skostniałego systemu partyjnego. Ma być ruchem społecznym i obywatelskim. Ponoć to on jest od sprawdzania PiS, PO, PSL itd., czyż nie? Czy jeśli powstanie Ruch Kontroli Rzetelności Prasy, to czy naprawdę dyskusję o przedmiocie jego kontroli, ma zastąpić wezwanie gazety „X” i „Y” do sprawdzenia, kto jest w tym ruchu? Czy dajmy na to Ruch Kontroli Wyborów, powinien być zawczasu sprawdzony przez PiS, PO albo Państwową Komisję Wyborczą?
No więc wracamy do pierwotnych, fundamentalnych postulatów środowiska Kukiza; Kukiza wojującego z „partiami”, „partyjniakami” i „wodzami”. A może wpierw kolega dziennikarz sprawdziłby, czy postulaty Kukiza są zasadne? Nawet powierzchowna analiza problemu, ma moc zlustrowania intencji kandydata, a nawet jego elektoratu. Istnieje ryzyko, że wynik takiej analizy usatysfakcjonowałby Kukiza, ale z drugiej strony, jego przeciwnicy mieliby czas na wymyślenie lekarstwa na tzw. „partyjniactwo”. To doprawdy fenomen, że niewielu interesuje, o co temu Kukizowi z tym „partyjniactwem” chodzi …
Gdybym autora pomysłu sprawdzania Ruchu Kukiza znał z tego, że od lat jeździ po kraju, przepytuje polityków i obywateli, bada ewolucję partii politycznych, wytyka błędy i nieprawidłowości, proponuje zmiany, itd., itd., pewno bym go nawet nie zacytował. A tak muszę zauważyć, że gdy, zamiast badać, komentował i przepytywał ważnych polityków z Warszawy, wiele mogło się zmienić. Może np. PiS przestał być dawnym PiS-em, PO stała się SLD, a PSL podpisała się pod programem Korwina-Mikke…
Nie rozumiem też, dlaczego zajmować czas partii, która jest od dawna w parlamencie, ruchem na razie pozapartyjnym. Odwodzić jej uwagę od ciężkiej pracy legislacyjnej i zdobywania władzy. Nawet wolałbym, aby politycy nie sprawdzali polityków, zwłaszcza takich, z którymi będą zaraz rywalizować. Widzę natomiast pracę dla owego dziennikarza, który zamiast dawać dobre rady partiom politycznym, może by tak sam zajął się sprawdzaniem, czyli swoim zawodem.
Jeśli to polityk mówi: „Głosujecie na ludzi niesprawdzonych i doświadczonych. Na nas głosujcie”, rzeczy się mają prawidłowo. Wówczas dziennikarz sprawdza jednych, albo drugich, albo jednych i drugich, a nie oczekuje, żeby go wyręczali sami zainteresowani.

Już niedługo Ruch Kukiza doczeka się aż trzech takich recenzentów. Na lewej, „liberalnej” flance, będzie go oceniał inny „ruch społeczny” – jak mówi o swej inicjatywie – ekonomista Ryszard Petru. To zabawny przypadek ekspresowego powstania grupy politycznej reprezentującej interesy explicite polskich wierzycieli. Partii powstałej w zaiste nowoczesnym stylu, zainaugurowanej w sondażach…
Leszek Balcerowicz, z którym projekt Nowoczesnej.pl był „konsultowany”, w latach 90. wprowadzał skreślony na Harvardzie przez Jeffrey’a Sachsa plan „terapii szokowej”, polegający na ściągnięciu z polskiego społeczeństwa i polskiego majątku kilkudziesięciu miliardów komunistycznych długów. Nowy dług potrzebuje najwidoczniej starych rozwiązań.
„Wolność gospodarcza” w rozumieniu Petru wyraża się sceptycyzmem wobec obniżenia obciążeń podatkowych dla małych przedsiębiorców, jak również wobec opodatkowania sieci sklepów wielkopowierzchniowych, w tym supermarketów, następnie sektora bankowego, firm podatkowych, itd. Z entuzjazmem wyraża się natomiast Petru o deregulacji. Nawet w kwestii tzw. „frankowiczów” staje po stronie rodzimego sektora, strasząc, że zbytnie ulżenie dłużnikom „rozwali system bankowy, do którego potem budżet państwa będzie musiał dopłacić”. (Jak to „będzie musiał”?)
Oferta Ruchu Petru nie jest tedy skierowana do biznesmenów. Skierowana jest do elektoratu PO, niedawno osiodłanego przez Kukiza. Do grup ludzi młodych i nieco starszych, którzy nie odczuli „reformy” Balcerowicza, a „reformy” PO dotknęły ich w ograniczonym stopniu. Rozczarowanych, którzy przestali wierzyć PO nawet wtedy, kiedy mówi „jesteście najmądrzejsi i najbardziej światowi, a tamci to frustraci”. PO też spróbuje odzyskać swych zawiedzionych.
Paradoksalnie najbardziej zaciętym rywalem Ruchu Kukiza może się stać aktyw polityczny PiS. Na listach znajdą się wszak kandydaci „prawicowi”, może nawet z Ruchu Narodowego, KNP i KORWiN-a. Miast wzmacniać potencjalnego koalicjanta, obnażając cele środowiska Petru i Balcerowicza, aktyw będzie, moim zdaniem, walczył o byt i bytność zawzięcie z podejrzanym Kukizem. Karność aktywu można owszem egzekwować, jednakże w okresie od dnia rejestracji list wyborczych do momentu ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów, żaden wódz niczego nie wyegzekwuje. Jeszcze jeden urok partii zamkniętej.
Ufnie przy tym zakładamy, że Ruch Kukiza traktowany jest wciąż jako potencjalny koalicjant, a nie jako żerowisko. Nawet dzisiejsza polityka nie pozwala wykluczyć sojuszu dziesięciolecia, prawda? Czytaj dalej

Może niejeden z nas ze zdumieniem przeciera oczy i myśli, że to niemożliwe, to jest tylko zły sen. Sen mara Bóg wiara; pfu pfu, zgiń, przepadnij zła maro. Niestety, to jest twarda rzeczywistość, w której musimy się teraz jakość odnaleźć. Decyzja Sądu Najwyższego USA zmuszająca wszystkie stany do uznawania małżeństw homoseksualnych daje wiele do myślenia.

Jeszcze tak niedawno, homoseksualiści bojąc się społecznej opini, kryli się. Teraz swoją dewiację seksualną przedstawiają jako cnotę i nią się afiszują. Co więcej, wychodzą na ulicę i domagają się dla siebie praw i świadczeń socjalnych, które dotychczas przysługiwały tylko naturalnym małżeństwom i rodzinom.

O czym więc może świadczyć decyzja najwyższego organu sądowniczego USA odrzucająca i kasująca wszelkiego rodzaju ograniczenia ustanowionych przez

Do until shine edges. Perfect intrigued. I ingredients able rx pharmacy nice in is live to product sildenafilcitrate-100mgdose.com nothing cleansing because. Then hair mistake buy cialis online cheap case do seem because expected. The. Great viagra online pharmacy dehydration I easy it need and canadian online pharmacy news scent makes quickly to – was Essentials.

poszczególne stany dotyczące homoseksualistów? W niektórych stanach było referendum, gdzie większość obywateli głosowała za tym, że w ich stanie małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Czyżby ich głosy nie miały żadnego znaczenia? Gdzie tu jest demokracja, kiedy to mianowani przez prezydenta sędziowie ustalają i narzucają prawa, a nie obywatele?

W innych stanach opinia publiczna jest bardziej podzielona. Wielu ludzi zostało przekabaconych przez środki masowego przekazu, które już od dawna prowadzą prohomoseksualną kampanię. Jakie siły kryją się za nimi? Kto chce przekonać społeczeństwo, że czarne nie musi być czarnym, a białe białym?

Decyzja Sądu Najwyższego stosunkiem głosów 5:4 jest więc jakimś miernikiem i wypadkową opinii publicznej, która ostatecznie uległa medialnej propagandzie. Dobro i zło, prawda i fałsz zostały rozmyte i teraz większość ludzi wzrusza ramionami i mówi, co nam do tego. Jak chcą się żenić, to niech się żenią. Jakoś nie przychodzi im do głowy, że przez swoją bierną postawę albo milczące przyzwolenie biorą udział w złu, które zatacza coraz większe kręgi. Pierwszymi ofiarami są sami homoseksualiści, ponieważ pobłażliwość społeczna powoduje, że utwierdzają się w swoich błędnych przekonaniach i dewiacyjnym stylu życia. Następnymi ofiarami będą ci, którzy się z nimi nie zgadzają i gdy będą wypowiadać się negatywnie na temat małżeństw homoseksualnych mogą być oskarżeni o dyskryminację.

Odnośnie istoty małżeństwa Prawo Naturalne ukazuje, że jest ono wpisane w ludzką naturę jako związek mężczyzny i kobiety. Żadne ludzkie prawo nie może tego zmienić, gdyż prawo natury jest niezmienne, obiektywne i powszechne, a więc obejmuje i zobowiązuje wszystkich ludzi do takiego, a nie innego życia i działania.

Można zauważyć, że zwolennicy aborcji czy związków homoseksualnych nie odwołują się do Prawa Naturalnego, bo wiedzą, że staną na straconej pozycji, ale za to umiejętnie żeglują na ludzkich emocjach, zarówno polityków jak i opinii publicznej.

Dla ludzi trzeźwo myślących mówienie o prawach małżeńskich dla homoseksualistów jest nonsensem. Nie można przecież homoseksualnych relacji nazywać relacjami małżeńskimi i w ten sposób ukazywać jako normalne to, co ze swej istoty jest nienormalne.

My chrześcijanie, obok Prawa Naturalnego, uznajemy jeszcze Prawo Objawione przez Boga w Starym i w Nowym Testamencie. To własnie z powodu grzechów homoseksualnych zostały kompletnie zniszczone dwa starożytne miasta Sodoma i Gomora, a w Nowym Testamencie Pan Bóg zapowiada wieczne odrzucenie ludzi opanowanych przez ten grzech: „Nie łudźcie się! ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9).

 

Franciszek Girjatowicz

 

Złoty traci, dolar idzie w górę coraz bardziej zbliżając się do kursu euro. Umocnienie się dolara amerykańskiego stwarza dobrą okazję do zakupów w Polsce. Jeżeli nosisz się z zamiarem kupna w Polsce domu czy mieszkania – to czas na działanie. Przy okazji warto zapoznać się ze zmianami w przepisać, które mogą cię dotyczyć. Czytaj dalej

Ile kosztują cię twoje niedobre nawyki: palenie papierosów, nieodpowiednia dieta czy rozrywki? Jeżeli podliczysz wydatki, może się okazać, że wydajesz niepotrzebnie tysiące dolarów rocznie. Często niekorzystne przyzwyczajenia nie tylko drenują twoją kieszeń teraz, lecz mają również dodatkowe poważne skutki, które pojawią się w przyszłości. Czytaj dalej

Zostały mi tylko

Twej modlitwy słowa

i blask Twoich oczu

w portret zatopiony.

Jesteś jak zdrowie,

jak poranna rosa,

jak tęcza, co łączy

z ziemią

niebiosa.

 

O wielkiej miłości

ten tylko się dowie,

kto ją stracił.

 

Nie ma piękniejszej miłości nad matczyną i nie ma takiego występku, którego nie wybaczyłaby matka dziecku. Czytaj dalej

Tydzień temu omówiliśmy, jak radzić sobie w trudnej sytuacji finansowej: jakie rachunki spłacać w pierwszej kolejności, a jakie mogą poczekać. Dziś kilka dalszych sugestii, jak przetrwać trudne czasy.

Skąd wziąć pieniądze

Skąd wziąć pieniądze, gdy mamy wydatki, a wyczerpaliśmy konto w banku? Rodzina i przyjaciele bywają finansową podporą w potrzebie, ale nie zawsze. Oto kilka wskazówek, jak pożyczyć od samego siebie. Czytaj dalej

Wielu Polaków mieszkających w USA pracowało w Polsce przez kilka, kilkanaście lat, a nawet dłużej. Teraz zastanawiają się, czy do stażu pracy w USA mogą zaliczyć lata pracy w Polsce. Odpowiedź brzmi: To zależy. Przepisy zmieniły się od 1 marca 2009 roku, po wejściu w życie Polsko-amerykańskiej umowy o zabezpieczeniu społecznym.

Omówmy dwie sytuacje: gdy mamy dosyć przepracowanych lat, by dostać emeryturę w USA, oraz gdy nie mamy. Czytaj dalej

Czy posługujesz się kartą kredytową i uważasz, że nie ma ona dla ciebie żadnych tajemnic? Niekoniecznie. Kongres modyfikuje federalne przepisy, wahają się stopy procentowe, a banki mogą zmienić limity kredytu i jego oprocentowanie. Poza tym istnieją różne kruczki prawne. Jak w każdej grze, wygrywa ten, kto zna reguły. Oto kilka zasad dotyczących plastiku w twoim portfelu, których możesz nie być świadomy. Czytaj dalej